Kirgistan to najpiękniejsze państwo na trasie wyprawy PoDrodze Azja.

Nie mogło być inaczej po męczącym swymi niekończącymi się, trawiastymi stepami Kazachstanie.


Kirgistan to wysokie góry i przełęcze, to TRAKT PAMIRSKI, urzekające doliny i ogromne jeziora. Raj dla motocyklistów. Niesamowite miejsca na nocleg. Migawka aparatu strzela bez wytchnienia podczas kolejnych nocnych timelapsów. To tutaj z Droga Mleczna jest na wyciągnięcie ręki. W Kirgistanie nie ma nudy. Historyczna, serpentynowa droga Jedwabnego Szlaku jest pełna niespodzianek.

Mam nadzieję, że ten wstęp skutecznie zachęcił Was do lektury i nacieszenia oczu.

O Kirgistanie można opowiadać długo a przede wszystkim, można go oglądać w nieskończoność. Dlatego postanowiłem podzielić tą część opisu naszej filmowej wyprawy PoDrodze Azja na etapy. W epizodzie pierwszym pojedziecie z nami trasą M41 od granicy z Kazachstanem w kierunku Tadżykistanu. Przez Talas, z przystankiem nad jeziorem Toktogul i w Arslanbob aż do Osh, do podnóża Pamiru i słynnej autostrady Pamir Highway. Witajcie w pierwszym wpisie poświęconym Kirgistanowi. Pamiętajcie, że możecie śledzić postępy naszej ekspecycji tutaj: LINK.



Kirgistan urzeka zapraszającymi w swe ramiona zielonymi dolinami

Krajobrazy Kirgistanu są po prostu magiczne i bardzo filmowe. Nieśpiesznie i z przyjemnością zanurzamy się w nie, pokonując kolejne wzniesienia. Góry pokrywają aż 93% terytorium państwa. Równie dobrze to w Kirgistanie a nie w Nowej Zelandii mógłby być kręcony Władca Pierścieni. Realizowanie filmu dokumentalnego w takich okolicznościach przyrody jest czymś naprawdę niesamowitym. Oszałamiająca uroda krajobrazów sprawia, że Kirgistan mógłby stać się kiedyś turystycznym rajem. Zdjęcia mówią same za siebie.



W Kirgistanie rozmiar ma znaczenie

Po opuszczeniu Kazachstanu, tuż po przekroczenia granicy poczuliśmy, że od teraz, w Kirgistanie wszystko będzie inne – lepsze, ciekawsze, większe. I faktycznie – kirgijskie krajobrazy mogą ośmielać człowieka do próby stworzenia czegoś równie spektakularnego. Niczym pomnik z głowami czterech prezydentów na Mount Rushmore w Południowej Dakocie; w dolinie, między pasmami górskimi Kirgistanu króluje rzeźba uwielbianego w tych rejonach wodza – Lenina. Przywódca strzeże tamy przed miastem Talas. Kirgistan był pod panowaniem radzieckim od 1919 roku, ale rosyjskie wpływy były tu od dawien dawna. W tej części świata Lenin uważany jest za bohatera i niejednokrotnie natkniemy się na jego pominiki. Uzyskanie niepodległości przez Kirgistan po rozpadzie Związku Radzieckiego w 1991 roku nic w tej kwestii nie zmieniło.


W Kirgistanie śpi się na dziko…

Jak wiecie, w trakcie naszej wyprawy niezbyt często korzystamy z hoteli. Zresztą co tu oszukiwać, Kirgistan, delikatnie mówiąc, nie ma szerokiej oferty noclegowej. W ruch idą namioty, które chętniej rozbijamy w tych przyjemnych okolicznościach przyrody. Często nocowaliśmy nad błękitnymi wodami jezior otoczonymi dumnymi szczytami ośmiotysięczników – polecam! Jest to niewątpliwa atrakcja Kirgistanu. Jezioro Toktogul, położone przy trasie M41 było pierwszym, nad jakim się rozbiliśmy. Jadąc do Tadżykistanu, nie sposób go przegapić. Toktogul to sztuczny zbiornik, znany ze względu na tamę zbudowaną na rzece Naryń. Jezioro sprawia wrażenie ogromnego, chociaż w porównaniu do Issyk Kul to mikrus. Warto się tu zatrzymać na nocleg, zamiast szukać hotelu o kontrowersyjnym dla Europejczyka standardzie. Do tego kąpiel w wysokogórskich akwenach może być dodatkową trakcją ;)




…można też nocować w jurcie

Kirgizi w większości nie prowadzą już typowo koczowniczego trybu życia, ale jurty są nadal popularne. Często widzieliśmy białe namioty rozsiane wśród wzgórz. Jak trafnie zauważył Kuba, czasy jednak się trochę zmieniły, bo obecnie w jurtowisku na wysokości ponad 3000 m n.p.m. można zobaczyć… dziecięcą spacerówkę. Przez całą naszą podróż zdarzyło nam się sąsiadować z jurtami. Wreszcie po raz pierwszy spaliśmy w namiocie. Muszę przyznać, że uratował mnie śpiwór, bo było dość chłodno. Te najlepiej wyposażone jurty mają piecyk a czasem nawet telewizję satelitarną. Tym razem takich wygód nie mieliśmy. Może to i dobrze, bo w piecach pali się wysuszonymi odchodami zwierząt, które przy paleniu wydają specyficzny zapach ;)

Relacja foto poniżej by Kuba Kiub:


Skarby Kirgistanu w Arslanbob

Arslanbob to mała uzbecka wioska położona w górach. Warto zrobić sobie tu przystanek ze względu na dwie atrakcje. Arslanbob uważany jest za niezwykły ogród botaniczny. Słynie z lasów orzechowych. Tak naprawdę jest to najrozleglejsza uprawa na ziemi (ponad 60,000 hektarów). Produkuje się tu ponad 1500 ton orzechów na rok i jest to największe naturalne ich źródło na naszej planecie. Dlatego Arslanbob jest uważane za jeden ze skarbów Kirgistanu. Jeśli znacie kogoś, kto ma meble z drzewa orzechowca to bardzo prawdopodobne jest to, że powstały one z tych kirgijskich.

HD BACKGROUND VIDEOS

Kolejną atrakcją w Arslanbob jest górski wodospad. Wspinaczka w jego stronę może być dla niektórych wyzwaniem, ale warto się trochę pomęczyć dla widoków. Woda spada tu strumieniem z 80 metrów. Jeśli do tej pory nie natknęliście się na turystów w Kirgistanie, to jest duża szansa, że nastąpi to właśnie tutaj. My akurat  spotkaliśmy miejscowych, w tym miłe, przedsiębiorcze osóbki, sprzedające drobiazgi zwiedzającym.


Spotkania PoDrodze

Pisałem Wam już, że poza oddychaniem innym powietrzem, poza krajobrazami, najbardziej wartościowe jest dla mnie poznawanie PoDrodze nowych ludzi. Na trasie, oprócz kontaktów z miejscową ludnością (niezwykła galeria portretów Ludzi Azji i Kirgistanu niedługo), spotykamy często innych podróżników. Zdarza się nam nawet porozmawiać po polsku :) Niektórzy z nich są podobni do nas, a inni przemierzają kraj z znacznie większym rozmachem ;)

HD BACKGROUND VIDEOS







Przed Arkadym P. Fiedlerem coraz wyraźniej rysuje się kolejne wyzwanie – Autostrada Pamirska

Dotarliśmy do Osh – miasta, które stanowi swoiste wrota Pamir Highway. Ten odcinek będzie dla Malucha najtrudniejszą częścią wyprawy PoDrodze Azja. Podejrzewam, że jeszcze żaden Fiat 126p nie zapuścił się w te rejony świata. Mały Fiat Arkadego P. Fiedlera to prawdziwy pionier i zdobywca. Trasa M41 do łatwych nie należała. Łatwo można było stracić optymizm. Jak widać na zdjęciu poniżej, wielu nie dało rady temu wyzwaniu ;) A jak będzie z Maluchem? Czy powróci w jednym kawałku z wysokich gór i zdobędzie Autostradę Pamirską? Tego dowiecie się w kolejnym wpisie, który zaczniemy od Osh. Trzymajcie kciuki :)